czwartek, 3 grudnia 2009

Rozważania o newskiej tragedii cz. 2

Nawiązując do wczorajszego postu i oceny poziomu profesjonalności działań zamachowców. Jednym z często podnoszonych wątków jest pytanie o moment eksplozji. Czy był spóźniony, a może wprost przeciwnie? A zatem, czy celem ataku było wykolejenie całego pociągu czy też spowodowanie uszkodzenia zaledwie jego części?
Newski Ekspres to pociąg wysokiej klasy kursujący pomiędzy Moskwą i Petersburgiem, o cenach biletów oscylujących w granicach 3500 rubli. Na co dzień składa się z 12 wagonów, lecz w dniu zamachu ze względu na ilość podróżnych było ich 13. Miejsca w ostatnich, najbardziej oddalonych od lokomotywy przeważnie zajmują najbogatsi pasażerowie. Eksplozja z 27 listopada spowodowała wykolejenie się wagonów nr 11, 12 i 13 doprowadzając do śmierci kilku wysokich rangą urzędników państwowych. Czy był to rezultat na jaki liczyli zamachowcy, czy też efekt popełnionego przez nich błędu póki co pozostaje kwestią otwartą.
Pojawia się także pytanie o to, czy celem wyłącznie był jeden pociąg. Otóż według naczelnika Głównego Urzędu Ministerstwa Federacji Rosyjskiej do spraw Obrony Cywilnej, Sytuacji Nadzwyczajnych oraz Likwidacji Klęsk Żywiołowych w Petersburgu Leonida Biełajewa zamachowcy planowali zdetonować bombę w momencie, w którym Newski Ekspres mijałby się z jadącym do Moskwy pośpiesznym ER-200. Według urzędnika podwójnego nieszczęścia udało się uniknąć jedynie z powodu minutowego opóźnienia składu jadącego do Petersburga.
Kolejnym problemem pozostaje liczba domniemanych sprawców. Jeśli przyjrzeć się doniesieniom medialnym to można odkryć, iż w przygotowaniu zamachu brało udział od 8 do 12 osób podzielonych na 3 – 4 zespoły. Uniknięcie wykrycia przez władze, przeprowadzenie mniej lub bardziej udanej akcji, a następnego dnia przeprowadzenie kolejnego bombowego ataku na miejscu pierwszej eksplozji świadczy raczej o dobrym przygotowaniu autorów operacji.
Na koniec jeszcze dwa spostrzeżenia i jedno pytanie. Po pierwsze na odcinku pomiędzy dwoma kluczowymi metropoliami Rosji, Moskwą i Petersburgiem ratownicy medyczni nie mają do dyspozycji śmigłowców. Przedzierając się przez błotniste drogi pogotowie dotarło do poszkodowanych ok. 1-1,5 godziny po zdarzeniu. Po drugie władze rosyjskie jak zauważa Nowa Gazeta podobnie jak w przypadku katastrofy w Sajano-Suszeńskiej elektrowni wodnej nie ogłosiły żałoby narodowej. Ostatni raz Rosja opuściła flagi do połowy masztu w kwietniu 2007 r., kiedy to zmarł Borys Jelcyn. Po trzecie co stało się, czy miały związek z zamachem i do kogo należały narkotyki znalezione w jednym ze zniszczonych wagonów?

Ponieważ jestem zbyt zmęczony by sprawdzić ten wpis pod względem poprawności językowej (co zdarzało się już wcześniej), proszę o wyrozumiałość.