Jak można było się spodziewać powstają coraz to nowe wersje na temat zamachu na Newski Ekspres. Przeglądanie blogów i artykułów prasy rosyjskiej w zasadzie pozwala wysnuć wniosek, że część Rosjan bardziej jest skłonna wierzyć, iż do tragedii doszło z przyczyn technicznych, a nie zaś eksplozji bomby. Chociaż daleko mi do bycia zwolennikiem konspiracyjnych teorii z całego tego szumu informacyjnego można wyciągnąć parę interesujących spostrzeżeń. Najbardziej istotne jest to w jaki sposób przeprowadzano kontrolę techniczną torowiska. Otóż w tym celu nie wykorzystywano specjalistycznej aparatury, lecz jedynie "gołe" oko fachowców. Powód? Na zatłoczonej linii brakowało zazwyczaj czasu na przeprowadzenie odpowiednich pomiarów. Nie starczało także pieniędzy oraz specjalistów. Trasę można objąć całodobowym monitoringiem, ale jeśli oglądaniem torów zajmują zatrudnieni za grosze niewykwalifikowani imigranci to nie ma co liczyć na cuda w tym temacie. Pytanie zatem jak wygląda opieka nad stanem technicznym (i sam stan) innych dróg kolejowych w Rosji?
Wracając do teorii zamachu. Czytając doniesienia rosyjskich mediów w oczy rzucały się stwierdzenia brzmiące mniej więcej tak: "lokalni mieszkańcy wielokrotnie zauważyli obcych kręcących się w okolicy torów". Jeśli rzeczywiście nie odbiegały one od prawdy, to dlaczego podobny fakt nie wzbudził podejrzeń żadnej z osób zamieszkujących okolicę? Zwłaszcza, że zamach na Newski Ekspres zdarzył się już wcześniej. A może historia potoczyłaby się inaczej, gdyby fatalna reputacja milicji w rosyjskim społeczeństwie? Przecież nie ma nic złego wspomnieć zaufanemu posterunkowemu o dziwnych facetach kręcących się przy torach kolejowych. Pytaniem otwartym pozostaje na ile zatem brak współpracy na linii społeczeństwo-władza przyczyniło się do sukcesu zamachu z 27 listopada.
Jeszcze kilka słów o potencjalnych sprawcach. Zdaniem rosyjskich mediów prawdopodobnie byli to islamscy bojownicy. Co ważne bazując na tym założeniu można odkryć, iż już wcześniej pojawiły się przesłanki do stwierdzenia tego, że coś szykuje się w Moskwie lub okolicach. 25 listopada doszło do zatrzymania w rosyjskiej stolicy przybyłego z Paryża Rusłana Odzijewa. Zdaniem FSB Ingusz zakupił w Moskwie broń palną, ładunki wybuchowe i detonatory, które następnie miały być użyte do przeprowadzenia serii zamachów w mieście. Poza oczywistym pytaniem, jak to jest możliwe, że podobne materiały można nabyć w stolicy Rosji (brak wiadomości o aresztowaniu handlarza) to nie trudno zauważyć, iż służby rosyjskie do wysunięcia przynajmniej jednego ważnego wniosku: rosyjskie miasta ponownie znalazły się na celowniku zbrojnych ugrupowań islamskich.
Kolejne spostrzeżenie, a mianowicie sprawa drugiej bomby. Sobotnia eksplozja, która kontuzjowała szefa Komisji Śledczej przy Prokuraturze Generalnej Rosji Aleksandra Bastrykina wskazuje na dwa ważne aspekty. Po pierwsze dobre przygotowanie autorów zamachu. Chociaż bomba zawiodła (siła wybuchu uległa osłabieniu w skutek zawilgocenia ładunku) to nie została także wykryta w trakcie oględzin miejsca zdarzenia. Detonację przeprowadzono za pomocą telefonu komórkowego w bezpośredniej odległości wysoko postawionego urzędnika państwowego, co może świadczyć o tym, iż jakimś sposobem zamachowcy prowadzili monitoring obszaru działań. Z kolei patrząc ze strony władz niewykrycie drugiego ładunku wybuchowego i dopuszczenie do jego detonacji skompromitowało rosyjskiego służby.
Wkrótce dalsza część rozważań...